Dzień 16: depresja i zwichnięte ramię

 Straciłam rachubę czasu. Dni zlewają się w tygodnie, tygodnie powoli stają się miesiącem. 

Otwarcie było udane, kuchnia jest ogarnięta, ja się uczę,  w końcu. Jest zimno, spadł biały puch, na który tak czekaliśmy.. Praca, dom, cztery ściany,  najbliższy market jest pół godziny jazdy od domu. Uczę się być tu i teraz, bez przeszłości, bez przyszłości. 

J ciągle powtarza, że powinnam przestać źle o sobie mówić.  Uczę się. Nie wiem, czy bardziej się uczę gotować czy poprawić swoją samoocenę. 

Head chef ma depresję, bo pracujemy non stop, nie podołała zadaniu opanowania całej kuchni, J zwichnęła ramię.  Zatem jutro o 6:30 będę po raz pierwszy sama w kuchni. Wyzwanie czy okazja udowodnienia, że potrafię?  Nie wiem, wiem tylko, że jestem wykończona, a przed nami 14 tygodni. Organizm mam osłabiony, nie pamiętam już, czego chcę.  Straciłam głowę. 

Cały czas zapisuję przepisy,  ale mam wrażenie, że jedyny przepis, jaki potrzebuję,  to ten na życie, bo brnę przez nie tak samo, jak gram w szachy.  Dostosowuję się do przeciwnika. Jedyne miejsce, w którym potrafię się skupić i zorganizować, to kuchnia..  czy to znaczy, że jestem w dobrym miejscu? Nie wiem. 

Comments

Popular Posts