dzień pierwszy: sprzątanie

Miesiąc temu siedziałam w gorącej Barcelonie na zasiłku dla bezrobotnych, rozważając wszystkie możliwe opcje, co by począć, by przeżyć. Fotografia znowu zaczęła się rozkręcać, gdy nagle podczas rozmowy ze znajomą padło słowo: Japonia. Bez namysłu palnęłam, że zazdroszczę i że też bym chciała pracować na kuchni w resorcie narciarskim. Dwa tygodnie później zapytali mnie, czy na pewno chcę lecieć. I oto po 24 godzinach podróży trzema samolotami, bez chwili snu, z infekcją ucha, dotarłam do kraju, gdzie wszystko jest.. Inne. 

Kuchnia. 

Ma rację ten kto twierdzi, że kuchnia to pole bitwy. Nie będzie tu rzucania nożami i krzyków, mam nadzieję, ale już wiem, że mentalnie będzie to obóz wytrzymałości. “To, co w kuchni, zostaje w kuchni.” Nie wiem, czy odpowiada to mojej naturze chowania urazy, zatem traktuję to jak lekcję gry aktorskiej. Pierwszy dzień pracy, a ja już miałam ochotę kupić bilet powrotny. A to było tylko sprzątanie.


Przy wspólnej kolacji, po 3 kieliszkach sake, każdy z nas miał powiedzieć ulubione słowo z ojczystego języka. Holandia, Hiszpania, Anglia, Portugalia i Australia, każdy coś powiedział, a gdy przyszła pora na mnie, jedyne, co mi przyszło do głowy, to "pierdolnik". Chyba pora posprzątać moje życie.

Comments

Popular Posts