złamana
Tydzień przed lotem dostałam infekcji ucha i ukruszyła mi się koronka. Mimo to postanowiłam nie rezygnować z przygody życia i polecieć na drugi koniec świata. Żebym wiedziała, że moja znajoma okaże się tyranem w pracy i że będą chcieli wrzucić do mojego pokoju obcą laskę o wdzięcznym imieniu Greta, w życiu bym się nie zgodziła na tę robotę. Pękłam. A razem ze mną moja koronka. Zastanawiam się, czy pasmo nieszczęść ma jakis kres?
Jest cudnie. To teraz najczęściej wymawiane przeze mnie zdanie. Ilekroć zadaję sobie pytanie: czego ja chciałam, decydując się na to szaleństwo, za cholerę nie jestem w stanie sobie odpowiedzieć. Bo chyba nie zmywać naczynia i wstawać o 6 rano, by zostać poniżaną w milczeniu.
Poszliśmy dziś na zwiedzanie resortu i domków multimilonerów. Ogrzewane do 21 stopni olbrzymie wille, które stoją puste przez większość czasu, totalnie pozbawione smaku. Stylu nie da się kupić. Z czterech obiektów najbardziej przypadł mi do gustu dom, w którym unosił się zapach odświeżacza, w tle grała muzyka, a na ścianach wisiały abstrakcyjne obrazy sztuki nowoczesnej. Z okien do samej podłogi rozprzestrzeniał się widok na góry Annapuri. Zatem zadając sobie kolejny raz pytanie: czego chcę? Chyba właśnie tego.
Comments
Post a Comment