Szkoła przetrwania
Miałam pisać o spalonej granoli, kiedy to szefowa (jak glupio to brzmi, gdy jesteśmy na prawie równej pozycji, w tym samym wieku i nasza relacja jest bardziej koleżeńska niż zawodowa), zarzuciła mi ponowne spalenie granoli - nie całej, ale jednak zabrało jej to wiele czasu na wybieranie czarnych ziarenek owsa i orzechów. Cóż. Zdarza się. Miałam też pisać o tym, że to, co miało być nauką gotowania i jazdą na desce okazało się być ciężką pracą, wiecznym przeziębieniem i chronicznym zmęczeniem. A do tego się zakochalam, złamałam sobie serce, stworzyłam dramę.. I każdy dzień to była katorga i walka, by nie pęknąć, by się nie spalić jak ta pieprzona granola. W styczniu sięgnęłam dna i zaczęłam terapię, by w końcu wyjść z tego bagna. A wczoraj anulowałam kolejne sesje, ponieważ uświadomiłam sobie, że są ważniejsze problemy niż moje niskie poczucie wartości i zlamane sere. Przedwczoraj wychodziłam coś zjeść, gdy nagle do domu wtargnęło z dwadzieścia typa w poszukiwaniu jakieg...